Mezosyderytyty to bardzo rzadkie i ciekawe meteoryty. Polska ma to szczęście, że na jej terenie w 1935 roku spadł deszcz meteorytów który okazał się właśnie mezosyderytem. Mowa oczywiście o meteorycie Łowicz. Lecz w tym artykule zajmę się mezosyderytem Bondoc znalezionym na Filipinach w 1956 roku.

Wytrawiona mała nodula Bondoca 37 gram

Meteoryty żelazno kamienne jak sama nazwa wskazuje składają się w dużej części z żelaza z niklem. Niektóre mają go więcej, inne mniej. Jego ilość może się zmieniać nawet w obrębie jednego okazu. Wszystko zależy z jakiej części planetoidy pochodzi dany meteoryt. Dla przykładu proszę zobaczyć jak wygląda żelazo w Łowiczu. Obie płytki pochodzą z tego samego kawałka ale z innej jego części. Obie wyglądają zupełnie inaczej, tak jakby to były dwa różne meteoryty. Dodatkowo płytka z lewej ma małą metalową nodulę wielkości około 1cm. Ta malutka nodula powstała w ten sam sposób jak ta ogromna z Bondoca.

Mezosyderyt Łowicz z widoczną nodulą w górnej części

Mezosyderyt Łowicz z dużą ilością żelaza

• Historia

Bondoc ma bardzo ciekawą historię o której wypada wspomnieć. Meteoryt został odnaleziony przez dwóch geologów którzy mieli nadzieję na odkrycie czegoś w rodzaju złoża żelaza aby założyć tam kopalnię. Niestety rozczarowali się gdyż złoże okazało się tylko niewielką ilością „żelaznych kamieni”. W tym czasie amerykański poszukiwacz meteorytów H.H. Nininger podróżował po południowej Azji w poszukiwaniu tektytów. Na Filipinach odwiedził Narodowe Biuro Górnicze w którym zauważył kawałek czegoś co mogło być meteorytem. Gdy test na nikiel okazał się pozytywny było jasne że to kosmiczna skała. Po uzyskaniu pozwoleń udało mu się odnaleźć w dżungli i wydobyć okaz o wadze prawie 900kg. Był to wówczas drugi co do wielkości kamienny meteoryt na świecie. Wydobycie i przewiezienie meteorytu do swojego domu w Arizonie, USA zajęło prawie 3 i pół roku. Okaz był przez Niningera dokładnie studiowany a ucięcie pierwszej 60kg piętki zajęło 165 godzin. Ostatecznie okaz został pocięty na wielkie płyty i wymieniony w muzeach na całym świecie. Niestety cięcie tego okazu to nie był dobry pomysł. W związku z tym, że meteoryt leżał w tropikalnym klimacie, był mocno zwietrzały. Gdy został pocięty, wietrze zaczęło dramatycznie postępować i płyty się zwyczajnie rozpadły na mniejsze fragmenty. Kamienne części pokruszyły się natomiast metalowe fragmenty, w tym olbrzymie nodule powypadały ale zostały w całości. Dość dramatyczna historia która pokazuje, że nie zawsze dobrym pomysłem jest cięcie okazu, tym bardziej mocno zwietrzałych. W takich wypadkach prawie na pewno proces wietrzenia będzie postępował i meteoryt może rozpaść się w drobny mak jak w tym przypadku.

167 gramowa płytka mezosyderytu Bondoc (foto: www.collectingmeteorites.com)

Jak wydać, przekrój tego meteorytu ujawnia rdzawą, mocno zwietrzałą część kamienną z licznymi fragmentami żelaza z niklem. Jest też wiele pęknięć wzdłuż których okaz może dalej się rozpadać jeśli nie zostanie zakonserwowany. Nie ma tu porównania ze świeżym meteorytem Łowicz.

Dla lepszego zrozumienia jak wyglądają mezosyderyty w przekroju oraz jak mogła wyglądać taka kilkudziesięcio kilowa płyta odcięta z meteorytu Bondoc zanim się rozpadła proszę spojrzeć na poniższe zdjęcia. Są to przekroje mezosyderytu NWA8741 z Maroka. 22kg okaz został pocięty na płytki o średnicy 20cm. Choć są bardzo duże, to ciężko sobie wyobrazić jak wyglądały te ucięte przez Niningera. Na tych przekrojach także widać wiele metalowych nodul oraz innych krzemianowych inkluzji. Gdybyśmy mogli taką płytkę powiększyć ze 40x zapewne odpowiadałaby wielkością tym z Bondoca. Na szczęście pustynne meteoryty są przeważnie dobrze zachowane i nie wietrzeją. Te przekroje się nie rozpadną bo meteoryt jest stabilny.

300 gramowa płyta mezosyderytu NWA8741

180 gramowa płyta mezosyderytu NWA8741

• Nodula

Okaz pochodzi ze zbiorów Arizona State University w Tempe, Arizona, USA. Zapewne jest to nodula która tkwiła w jednej z płyt odciętych przez H.H. Niningera i w wyniku wietrzenia wypadła z niej. Okaz na przekroju był tylko wyszlifowany i nie prezentował się jakoś szczególnie. Ot kawał żelaza wymieszany z rdzą. Tylna część powiada warstwę kamiennej części mezosyderytu która miejscami łuszczy się i można ją zeskrobać. To świadczy o postępującym wietrzeniu tego materiału skalnego. Na szczęście sama nodula jest całkowicie stabilna.

Wyszlifowany przekrój noduli

Tylna część noduli

Aby wydobyć z tego okazu całe piękno, postanowiłem ją wytrawić w roztworze kwasu azotowego i alkoholu metylowego. Cały proces możecie prześledzić na filmie.

Wytrawiona powierzchnia raczej nie przypomina typowego meteorytu żelaznego gdzie poszczególne kryształy mają podłużne kształty. Nie przypomina i nie może gdyż tutaj żelazo formowało się inaczej i na innej głębokości niż to z jądra planetoidy skąd pochodzą wszystkie meteoryty żelazne. Dlatego nodule z mezosyderytów są tak unikalne, ciekawe i piękne. Pomimo iż większość Bondoca się rozpadła to chyba jednak było warto, bo dzięki temu możemy oglądać takie niesamowite okazy jak ta 1.2kg połowka noduli żelaznej.

Wytrawiony przekrój noduli

Wytrawiony przekrój noduli

KOMENTARZE:

  1. Marcin Cimała napisał:

    Ależ może się trafić. Na każdej drodze i wszędzie.

  2. Łukasz napisał:

    Piękne ,po prostu piękne szkoda że nie trafi się taki na mojej drodze;)

Skomentuj