W normalnych warunkach trzeba czekać wiele lat na spadek meteorytu w jakimś kraju. Polska jest tu dobrym przykładem, bo nowe spadki jakoś nas omijają. Są jednak miejsca gdzie, można by rzec, meteoryty spadają co chwilę. Właśnie tak się dzieje w Maroku w rejonie miasta Igdi, prowincja Tata.

Na pustyni o wiele łatwiej znaleźć meteoryt niż na łące czy w lesie. Ponadto inne są warunki obserwacji w rozświetlonej (także nocą) europie gdzie każdy chodzi wpatrzony w jakiś ekran LCD aniżeli na terenach pustynnych gdzie w nocy jest po prostu ciemno. Jednak to nie tłumaczy fenomenu jaki ma miejsce w Maroku. Na przestrzeni dosłownie kilku lat miały tam miejsce aż 4 spadki obserwowane i to na niewielkim obszarze. Coś nieprawdopodobnego, z racji tego, że meteoryty spadają na Ziemię w sposób prawie całkowicie przypadkowy. Piszę „prawie” gdyż może się zdarzyć, że Ziemia przecina cyklicznie jakiś kosmiczny śmietnik pozostawiony na przykład przez kometę lub też coś podobnego i to powoduje, że w danym czasie występuje większa szansa na spadek. Ale w dalszym ciągu cały proces jest wybitnie przypadkowy. W końcu czym jest Ziemia w porównaniu z ogromem kosmosu.

Piękny okaz meteorytu o wadze 1kg. Praktycznie nie uszkodzony, kompletny meteoryt ze śladami (rysami) na skorupie w miejścu gdzie uderzył w kamienne podłoże.

Ale wróćmy do spadku. Tak wygląda najnowsza historia spadków w rejonie Igdi.

TISSINT
18 Lipca 2011
Achondryt, Shergottyt

TITHERT
9 Lipca 2014
Achondryt, Eukryt

Sidi Ali Ou Azza
28 Lipca 2015
Chondryt L4

Kheneg Ljouâd
12 Lipca 2017
Chondryt LL5-6

Jak widać różnorodność typów jest bardzo duża więc nie wygląda to na efekt przechodzenia Ziemi przez jakieś jedno skupisko gruzu. Zresztą Tissint jest meteorytem z Marsa, więc to w ogóle inna bajka w porównaniu do pozostałych spadków. Dlaczego tak się dzieje nie mam pojęcia i raczej będzie trudno to wytłumaczyć.

Sam spadek chyba duży nie jest bo na razie znaleziono ledwie kilkaset gram. Jest jednak problem gdyż ten rejon leży blisko granicy z Algierią. Oba kraje nie bardzo się lubią, mówiąc delikatnie, co utrudnia poszukiwania. W rejon spadku zjechały się tłumy rządnych łatwego zarobku poszukiwaczy co nie uszło uwagi władz. Ledwie odnaleziono trochę okazów, a już zjawiło się wojsko i rozgoniło wszystkich do domów. Może to i dobrze, bo mamy lipiec, temperatury w tamtym rejonie przekraczają nawet 50*C. Łażenie w tych warunkach po pustyni na piechotę jest wyzwaniem nawet dla rdzennych mieszkańców. Jak donoszą moi znajomi marokańczycy, dwóch poszukiwaczy przypłaciło to już życiem. Jak pamiętam, podczas poszukiwania Tissinta też zmarło kilka osób właśnie na skutek ekstremalnych warunków panujących na pustyni.

Jak trudne są poszukiwania może pokazać przykład tych czterech hunterów od których Mike Farmer kupił ich znalezisko, całe 1.5 grama które znaleźli po czterech dniach poszukiwań. Zabrakło im szczęścia które zawsze odgrywa dużą rolę. Może uda im się następnym razem, przy innym spadku.

Zdjęć innych okazów na razie nie jest zbyt wiele. Wczoraj jeden z Marokańczyków oferował mi 80g okaz, ale chciał za niego taką cenę, że nie było nawet o czym mówić. Ale to żadna nowość. Często meteoryty w Maroku są oferowana w prawdziwie kosmicznych cenach. Czasem większych niż cena podobnych okazów sprzedawanych w Europie czy Ameryce już po sklasyfikowaniu.

P.S. Zdjęcia i film udostepnił Mike Farmer.

KOMENTARZE:

  1. Woreczko Jan napisał:

    I wszystkie w lipcu!?

Skomentuj